Czujesz jak zewsząd ogarnia Cię chłód: jesieni, ulicy, ludzi dookoła. Marzysz o cieple, wiośnie patrząc smętnym wzrokiem na zapłakaną szybę. Nagle spostrzegasz pajęczynę. Jej widok wprowadza cię w jeszcze większą złość. Zrywasz apaszkę z oparcia krzesła, wyskakujesz na kamienny parapet i zamachujesz się na znienawidzoną pajęczynę. Rozluźniasz jednak pięść i wolną już rękę opuszczasz ku twarzy. Ten bezradny gest jeszcze bardziej podkreśla Twoje zdziwienie. Pajęczyna jest taka piękna i misternie utkana, że stoisz w zachwycie. Po chwili wyłania się gospodarz: duży włochaty pająk. Uśmiecha się do Ciebie przyjaźnie i coś mówi. Nie rozpoznajesz słów, ale dociera do Ciebie delikatność jego głosu. To wszystko sprawia, że zaintrygowana oczekujesz dalszych wydarzeń. W końcu z melodii pajęczego głosu wyłaniasz słowa:
- Jestem dumny, że wreszcie zachowałaś się po ludzku i pozwoliłaś mi żyć ocalając mój dom. Twoja łaskawość da ci przepustkę do wiosny, o jakiej marzysz. Uchwyć się jednej z niteczek i wybierz się ze mną w podróż.
Chcesz zaprotestować, że w ten sposób ją zniszczysz, ale nie masz kiedy, bo zmieniasz się w kroplę rosy. Spełnisz jego prośbę i naśladując ruchy pająka przesuwasz się naprzód. Ufając już zupełnie swojemu przewodnikowi przekraczasz futrynę okna. Choć czujesz się lekka, wskutek ogromnego wysiłku tracisz świadomość i lecisz w dół. Nie opuszcza Cię jednak podświadomość i poddajesz się fantastycznemu uczuciu lotu. Czujesz wibrację lotu i niczym jesienny liść wykonujesz piękne figury taneczne. Na koniec delikatnie spadasz w puszystą zieleń. Dołączasz do milionów kropel rosy i w takcie wyznaczonym przez wiatr kołyszesz się na długich trawach. Lekko kręci Ci się w głowie, gdyż wychylasz się poza zieloność wpatrzona w błękit nieba, albo zanurzasz się w fałdach traw i kwiecia. Tak rozbawiona spostrzegasz, że nie jesteś sama. Bo oto w oddali płacze człowiek. Brodzi w trawie energicznie rozgarniając ją rekami. Z każdą chwilą jest coraz bliżej Ciebie, już rozpoznajesz kolor włosów, płeć, powłóczystą suknię... I z każdym nowym szczegółem rośnie w Tobie przeświadczenie, że znasz tę osobę.
- Ależ to ja - wykrzykujesz. I skapując z trawy na trawę stajesz blisko siebie płaczącej.
Ale Ty - Człowiek - stoisz skamieniała z bólu z zamkniętymi oczami. Do Twojej rozpaczy dołącza się cała natura, zniknęła gdzieś radość, pszczoły latają bez entuzjazmu, wiatr przywalił słońce chmurami.
A Ty - Rosa - stoisz patrząc na siebie - Człowieka i ogarnia Cię tkliwość. Chcesz pobiec, ofiarować swoją obecność, tym bardziej, że dawno nie miałaś dla siebie czasu.
- Otwórz oczy - zaklinasz - otwórz oczy - błagasz w myśli- otwórz oczy - wykrzykujesz w przestrzeń - i zobacz gdzie jesteś.
I Ty - Człowiek - otwierasz oczy. Płacz nie ustaje, ale rozglądasz się najpierw niepewnie, a potem z ciekawością. Głośno trąbisz chusteczkę. Coś wykrzykujesz, gestykulujesz, oddychasz łapczywie wciągając w płuca ostre i czyste powietrze. I próbujesz się uśmiechać. A potem zmęczona padasz bez tchu na stojącą opodal ławeczkę.
A ty - Rosa - patrzysz na to wszystko i zaczynasz zrozumieć. Odkrywasz jak bliska kropli łzy jest kropla rosy. Przemierzasz odległość, wskakujesz na twarz, łączysz się z łzą i poddajesz słonecznej porze dnia. Po chwili wstajesz, podchodzisz do rosnącego przy ławce różanego krzewu i zanurzasz w nim czerwony jeszcze nos. Przyglądasz się radości pszczół, motyli, ważek. Zaraża cię ich lekkość, wolność. Zrywasz z nóg buty i biegasz po gęstej trawie pijanej od rosy, a potem kontemplujesz odcienie zieleni wokół Ciebie.
A po chwili znów siedzisz przed oknem, rozpoznajesz na szybie fragment tamtego spotkania ze sobą i pająka, który uparcie tka sieć. I obiecujesz sobie, że gdy poczujesz, iż ogarnia Cię kolejny chłód, rosa pod oczami, to zapragniesz znów wędrówki w to swoje wiosenne miejsce.
| następna » |
|---|




